Istagram

Instagram

16 grudnia 2011

Artykuł Jana Siwmira o Kaszubskich Świętach Bożego Narodzenia dla amerykańskiego dwutygodnika „Gwiazda Polarna”

Zapraszam do zapoznanie się z artykułem Jana Siwmir opisującym
Kaszubskie Święta Bożego Narodzenia
dla amerykańskiego dwutygodnika „Gwiazda Polarna"
który ukaże się 17 grudnia 2011r.
Dziękuje Janowi za zainteresowanie i piękne opisanie świąt na Kaszubach :)



Kaszubskie Święta Bożego Narodzenia

Działając od kilku lat na forum związanym z fotografią, miałem okazję poznać ludzi z wielu regionów Polski. Kto jest skąd najczęściej widać, gdy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Z półsłówek, niedomówień, a nierzadko ze szczerych wyznań można zorientować się, czy ktoś pochodzi z gór, znad morza, albo tak jak moja znajoma, poznana na portalu fotograficznym, z Kaszub. Już w poprzednim roku dziwiłem się jak to jest, że choinki u niej nie ubiera się we wszystkie możliwe świecące ozdoby, ale w same różnokolorowe, wypucowane na błysk jabłka. Przez parę miesięcy wypytywałem o to, co dzieje się Święta na Kaszubach, wśród nielicznej w Polsce grupy etnicznej żyjącej na Pomorzu. Zwłaszcza w tych domach, gdzie jeszcze przebywają ludzie starsi, kultywujący tradycję. Wiadomo, unifikacja zwyczajów występuje na całym świecie, są jednak enklawy stanowiące ogniwo pomiędzy tym, co było na danym terenie odrębne a tym, co przejmujemy masowo od szeroko pojętych sąsiadów.
Jak to zatem bywało przed laty wśród Kaszubów? Przede wszystkim bardzo ważny był okres poprzedzający Święta. Oczywiście obowiązywał post, jednak najbardziej zafascynował mnie zwyczaj wczesnego, jeszcze przed świtem, wstawania na roraty, czyli mszę w kościele. Szło się do tego kościoła z własnym światełkiem, potem aż do zaśpiewania przez księdza pierwszej „glorii” obowiązywała ciemność i dopiero zapalano światło. Miało to oddać specyficzny klimat przebywania w mroku, niewiedzy, grzechu aż wydobył ludzi z tego stanu zwycięski głos pieśni religijnej.
W czasie adwentu następował też moment scalania rodziny, prace polowe były już bowiem na ukończeniu, przystępowano więc do naprawiania odzieży, narzędzi lub uprzęży. Wbrew pozorom przykładano dużą wagę do czytania. I co ważne, każdą książkę, każdą gazetę podawano dalej. Jako że zbliżał się czas Świąt, robiono także dekoracje. Nie zawsze na choinkę, bo ona przyszła dopiero z początkiem XX wieku, wcześniej stał w kącie snopek nieomłóconego zboża albo podwieszano gałąź jodły lub świerku u sufitu i ozdabiano wstążkami lub wyrobami ze słomy.
Ponieważ odbywało się to na ogół przy lampie naftowej, siłą rzeczy rodzina skupiała się przy jednym stole, tworząc bardzo silne więzi.
Do nietypowych zwyczajów należało zrywanie gałązki wiśni 4 grudnia, w Barbórkę. Wierzono, ze zerwana tego dnia gałązka zakwitnie w Wigilię i będzie znakiem urodzaju wiśni. Poza tym w adwent według Kaszubów drzewa śpią i można je bezkarnie przesadzać.
Co ciekawe w czasie, gdy już pojawiła się choinka, ubierano ją na początku w same jabłka i był to przywilej dorosłych. Dzieci natomiast miały swoją przyjemność w imieniny Mikołaja. Stawiano wtedy wyczyszczone buty na oknie lub w pobliżu drzwi, by Mikołaj mógł włożyć do nich słodycze. Z tym, że Mikołaj jest zwyczajem nie tak odległym w czasie, wcześniej był to „Gwiazdor”. Nie było prezentów, grzeczne dzieci dostawały coś słodkiego, niegrzeczne rózgę. Gwiazdor miał zwyczaj odpytywać z pacierza, katechizmu, ilości przewin w ciągu roku. Miał przyzwolenie na zbicie pasem, jeśli było trzeba. Oczekiwanie było dla dziecka okresem nie tyle niepokoju, ile niesamowitej ekscytacji, jak przed przygodą, która nie wiadomo, co przyniesie.
Na dwa tygodnie przed Gwiazdką, czasami nawet od początku adwentu zaczynali chodzić kolędnicy. Zaglądali do większości chałup, ale koniecznie starano się ich zaprosić tam, gdzie była panna na wydaniu. Przebrani za Policjanta, Kominiarza, Bociana, Żyda, Heroda, Diabła i nie tylko, bo jeśli ktoś miał ochotę, mógł przebrać się za Dziada i Babę, chodzili po domach i psocili. Policjant zapowiadał kolędników, Kominiarz rozsypywał popiół na środku pokoju albo smarował sadzą, Żyd stare szmaty upychał po kątach, Bocian wyskubywał słomę z materaca i podszczypywał domowników, Diabeł wyjadał smakołyki, Dziad z Babą tańczyli. Nie dość, że napaskudzili, to jeszcze trzeba było im zapłacić, pieniędzmi, ciastem albo innym przysmakiem.
W Wigilię wieczorem młodzież urządzała tzw. wrzawy obrzędowe, czyli po prostu robili jak najwięcej hałasu czym tylko mogli. Było i granie na rogu, i strzelanie z batów, i dzwonienie dzwonkami. Odpędzano tym zło i zapewniano urodzaj w następnym roku.
Chodził też ksiądz po kolędzie, zbierał pieniądze i dary w naturze. Nie wszystko zabierał do kościoła, jeśli widział, że gdzieś potrzebna jest pomoc, z wozu zdejmował i szczodrze rozdawał.
Kolacja wigilijna nie odbiega u Kaszubów zanadto od tej celebrowanej w całej Polsce. Jest 12 potraw, dodatkowy talerz przy stole, opłatek. Podawane są śledzie, ziemniaki w mundurkach, piernik z marchwi. Kaszubi są wyjątkowo religijni. Kolacja rozpoczyna się modlitwą, czytany jest fragment Ewangelii w/g św. Łukasza, dzieciom opowiada się o znaczeniu Świąt, nie tylko o przyjemnościach z nimi związanych. Łamanie się opłatkiem związane jest z przebaczeniem win, a jeśli się to zrobiło, nie wolno żalów rozpamiętywać, wracać do powodu kłótni.
Po kolacji zaś następuje rozdawanie dzieciom prezentów. Kiedyś były to wełniane skarpety czy własnoręcznie wystrugane zabawki, dziś wszystko, co tylko dostępne jest w sklepach. Potem cała rodzina za wyjątkiem maleńkich dzieci idzie na pasterkę. O ile w czasie kolacji nie można wypić ani kropli alkoholu, o tyle po przyjściu z pasterki należy wypić kubek grzanego wina z przyprawami. Zwierzęta tej nocy mówią ponoć ludzkim głosem, nie powinno się ich jednakże podsłuchiwać, bo można usłyszeć godzinę własnej śmierci.
Kolejny dzień, rodzinny, zaczyna się obfitą, tłustą jajecznicą na boczku. W gości można pójść dopiero drugiego dnia Świąt.
Zdziwiło mnie to, iż stare zwyczaje wracają. Im dłużej jesteśmy w Unii Europejskiej, tym bardziej zaznacza się trend zademonstrowania swojej odrębności. Może dobrze? Najciekawsze tkwi przecież w różnorodności.

Po zawiłościach zwyczajów kaszubskich oprowadziła mnie Jolanta Bork, na co dzień zajmująca się fotografią ślubną i rodzinnych Kaszub. http://yollka.blogspot.com/

Jan Siwmir
www,jansiwmir.com


1 komentarz:

  1. Piękny artykuł :) Radosnych Świąt dla Ciebie Jolu i p.Jana.

    OdpowiedzUsuń

Zgodnie z przepisami USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do tych fotografii są własnością ich autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie jest zabronione.